Dyrdymały zakutej pały,
czyli o elektroniku, co montował układy nawet na pikniku.
Wypalenie wcale nie traktuje o tlenie.
Czasami wizja cię napędza, każe pracować, sen z powiek spędza.
Tak się radujesz, co dzień coś wymyślasz, coś publikujesz,
pomysł goni pomysł, kiełkuje w tobie myśl, że „może
jest ważne to, co w tej chwili tworzę”.
Po czasie jednak myśl umyka, rym rymu nie domyka.
Wiadro idei puste się staje, twórczość radości więcej nie daje.
A gdy widzisz, że to, co stworzyłeś, co przez miesiące troskliwie pieściłeś,
jest piękne, ale tylko dla ciebie – inni nie widzą cię na tej naszej glebie.
Wtedy refleksja czarna cię dopada,
co byś nie napisał – i tak nikt z tobą nie pogada.
Twoja wizja ewoluuje i choć odkrywcza, to jednak w kajeciku ląduje.
Nie ma chętnych na odkrycia i spekulacje, inne wszystkich cieszą atrakcje.
Więc gdy sięgniesz po pióro – przystopuj delikatnie.
Ochłódź umysł, bo zapędzisz się w matnię.
Słowa oszczędź, entuzjazm powstrzymaj.
Gdy już ci przejdzie, idź się po prostu przekimaj.
W głowie – w sprawach, którymi żyłeś – zrób sobie fixa,
więcej się nimi nie zajmuj, włącz sobie Netflixa.
I tylko czasem zapłaczesz sobie,
dokąd ty pędzisz, nasz wspólny globie.