Po drugiej stronie entuzjazmu twórcy

Bywa, że pasja do lutownicy i teorii zamienia się w ciężar, a kolejne projekty lądują w szufladzie lub giną w szumie internetu. Ten wiersz to autoironiczna notatka z frontu wypalenia twórczego elektronika, który montuje układy nawet na pikniku – i coraz częściej pyta siebie: po co?

Gdy pasja z radości przechodzi w zmęczenie

Dyrdymały zakutej pały,
czyli o elektroniku, co montował układy nawet na pikniku.

Wypalenie wcale nie traktuje o tlenie.
Czasami wizja cię napędza, każe pracować, sen z powiek spędza.
Tak się radujesz, co dzień coś wymyślasz, coś publikujesz,
pomysł goni pomysł, kiełkuje w tobie myśl, że „może
jest ważne to, co w tej chwili tworzę”.

Po czasie jednak myśl umyka, rym rymu nie domyka.
Wiadro idei puste się staje, twórczość radości więcej nie daje.
A gdy widzisz, że to, co stworzyłeś, co przez miesiące troskliwie pieściłeś,
jest piękne, ale tylko dla ciebie – inni nie widzą cię na tej naszej glebie.

Wtedy refleksja czarna cię dopada,
co byś nie napisał – i tak nikt z tobą nie pogada.
Twoja wizja ewoluuje i choć odkrywcza, to jednak w kajeciku ląduje.
Nie ma chętnych na odkrycia i spekulacje, inne wszystkich cieszą atrakcje.

Więc gdy sięgniesz po pióro – przystopuj delikatnie.
Ochłódź umysł, bo zapędzisz się w matnię.
Słowa oszczędź, entuzjazm powstrzymaj.
Gdy już ci przejdzie, idź się po prostu przekimaj.

W głowie – w sprawach, którymi żyłeś – zrób sobie fixa,
więcej się nimi nie zajmuj, włącz sobie Netflixa.

I tylko czasem zapłaczesz sobie,
dokąd ty pędzisz, nasz wspólny globie.