Gdy przestrzeń się zepsuła

Maszyneria Wszechświata działała świetnie, dopóki ktoś nie zarządził optymalizacji. Ograniczono pomiary, przestrzeń zaczęła się wyginać, a usterkę — zamiast naprawić — opisano matematycznie i nazwano prawem natury.

Gdy przestrzeń się zepsuła
Robo space mechanic: AI generated

Pewnego dnia maszyny wzięły swoje młoty
i raźno zabrały się do roboty.
Dbały, by fotonom, co je gwiazdy wysyłały,
zawsze proste drogi wytyczały.
Inne znów pilnowały, by gdy gdzieś czegoś przybywa,
w innym miejscu dokładnie tyle samo ubywa.
Nowy kierownik pojawił się w tym idealnym świecie -
co było dalej, zapewne już wiecie.

Równoległość sprawdzacie dla każdego fotonu?!
To jak zamiast pić wodę, lać do studni betonu!

Czas zoptymalizować pomiary!
Mniej tu arytmetyki, a więcej wiary!

Dla zwiększenia wydajności zaprzestano liczenia fotonów mnogości
i prawie nigdzie nie sprawdzano czy równoległość po całości trzymano.

Niby droga dalej prosta była,
lecz przy każdym większym ciele lekko się chyliła.

Wezwano Slava, by problemom podołać,
bo euklidesowa płaszczyzna to nie była już płaska połać.

Slav pomierzył, zbadał istotę problemu
i szybko wymyślił, jak zaradzić temu.

Skoro prosta z definicją nie była już zgodna,
nazwano ją „geodezyjną” – bo nazwa była modna.

Ambaras był już niemały,
skutki braku równoległości wszędzie się rozlały.

Wynikłe z tego niedoskonałości
sprytnie nazwano ogólną teorią względności.

I choć równowaga została teoretycznie przywrócona,
to do dziś nie można się doliczyć niejednego fotona.

Bo przy całej tej awanturze
część z nich na zawsze utknęła w czarnej dziurze.

Wtedy cała maszyneria ten byt jako wszechświat czasoprzestrzenny wydała
i spokojnie do innej, niezmiernie ważnej, roboty się zabrała.